niedziela, 28 sierpnia 2016

Cześć, tu Samotność.


Jestem prymitywna. Czuję pustkę i żal, choć to absurdalne. Całą sobą czuję, jak życie jest absurdalne. Absurdem jest moknięcie na deszczu, wchodzenie po schodach, rozmawianie przez telefon, czytanie książki, picie rano herbaty, robienie zakupów, przechodzenie na czerwonym, wstawanie o piątej lub pięć minut później, jazda autobusem, wyjazd, przyjazd, pożegnanie, czekoladowe ciastko, telefon i zdjęcie. Absurdem jestem ja. Absurdem jest to, co czuję, choć nie chcę. Absurdem jest krzyk, który w sobie tłumię. I samotność. Ona też.

Czuję się samotna, najnormalniej w świecie samotna. Otaczają mnie setki ludzi, ale ja jestem samotna. Jestem samotna wtedy, gdy siedzę obok Ateisty lub Paranoiczki. Jestem samotna wtedy, gdy wracam do domu i rzucam beznamiętnie torbę na podłogę, a później idę do kuchni i odgrzewam tak samo beznamiętnie obiad, bo w głowie huczy mi myśl: jestem samotna. Mogłabym wysadzić wtedy dom w powietrze i mimo wszystko wciąż byłabym samotna. I z trudem trzymam w sobie każdy gniew, zachwianie, smutek, żal, wątpliwość. Nawet szczęście. Z dnia na dzień coraz bardziej boję się ludzi i zapominam, jak się z nimi rozmawia. Często nawet nie chce mi się z nimi rozmawiać, bo wolę pławić się w sobie. A później siedzę z kubkiem kawy i zastanawiam się, dlaczego nie potrafię zbudować mostu. Może niektórzy po prostu uwielbiają pokonywać ulice miasta w odizolowaniu, skupieni na swoim Świecie? Może niektórzy uwielbiają zatracać się w cierpieniu, porażkach i bólu, które pozwalają czytać życie oczyma obojętnymi i bacznymi jednocześnie? Może po prostu w życiu człowieka jest taki etap, kiedy nie ma ochoty dzielić się swoim kubkiem z kawą, miejscem przy stoliku, na ławce, uśmiechem i skąpą radością? Wciąż próbuję się zrozumieć. Leżąc wieczorem w łóżku uświadamiam sobie, że czasem po prostu się nie rozumiem. To smutne, bo jeszcze niedawno byłam swoją najlepszą przyjaciółką. Dziś w jakimś sensie nie potrafię nią być. Nie raz nie potrafię ze sobą rozmawiać i nie chcę się tak czuć.  

Jednocześnie pragnę, by ktoś tak bardzo-bardzo mocno chwycił mnie za rękę i zamknął ją w swoich dłoniach, a później szepnął "mów..". Ja chyba chcę rozmowy. Bo zbyt wielka gula rośnie mi w gardle. Izoluję się, po prostu. Nie chcę ludzi. Chcę człowieka. Jednego, szarego człowieka, który spojrzy ze mną w sierpniowe niebo, a później pogładzi po plecach i to wszystko. 




23 komentarze:

  1. Niekiedy nad poczuciem samotności pracuje się latami. Dobrze na nią robi książka Bosmansa "Być człowiekiem", niezależnie od tego, czy się wierzy czy nie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Iwonko, dziękuję za polecenie książki. Myślę, że w niedalekiej przyszłości do niej zajrzę :-) Pozdrawiam.

      Usuń
  2. Nie da się przeżyć życia samemu, ale wydaje mi się, że trzeba najpierw uporać się z samym sobą, a dopiero potem zapraszać innych do swojego świata. Mam wrażenie, że przebija przez tą notkę złość, bezsilność i przekonanie, że koniecznie potrzebujemy kogoś, aby świat i życie miało sens, a tak nie jest. Z czego wziął się u Ciebie strach przed ludźmi?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najśmieszniejsze jest to, że.. już dawno to zrobiłam. Przez ostatnie półtora roku nauczyłam się tworzyć osobisty świat na swojej podstawie i uniezależniać wewnętrzną radość od drugiego człowieka. Przychodzi jednak moment, w którym tak jak ja - całkowicie pogodzona z aktualnym stanem rzeczy zaczynam się dusić i zwyczajnie wypalać w tej całej sile i w tym, że potrafię żyć na własną rękę. Nie jestem zdesperowana i nie zaczepiam ludzi, błagalnie prosząc "Uszczęśliw mnie". Cała ideologia tej mojej samotności polega na tym, że mimo wielu ludzi wokół, nie ma kogoś z kim łączyłabym się mostem, a nie luźno związaną tratwą. A za tym strachem przemawia dystans, który ostatnio zyskałam przez to, ze spotkałam wiele rodzajów ludzi, u których niektóre schematy powtarzają się z poprzednich znajomości, wróżące jednak tratwę, a nie most. A jeszcze ani razu się nie pomyliłam.
      Miło, że tu przyszedłeś. Dziękuję.

      Usuń
  3. Wiesz, że mam tak samo... mimo męża w domu i dziecka. Czasem po prostu ta samotność wychodzi ze mnie. Ukrywana w codziennym gąszczu zadań, oczekiwań, zagłuszana bzdurnymi wymianami zdań, potrafi w jednej chwili uderzyć we mnie z siła, która kładzie mnie na łopatki. Ale muszę trzymać pion... i tylko oczy robią się takie jakieś krystaliczne, zamglone i przesiąknięte smutkiem bezdennym. Ale trzeba to zaakceptować... i wierzyć, że ten stan nie będzie trwać wiecznie, że wydarzy się mały cud, który przepędzi widmo samotności. Z całego serca życzę Ci takiego cudu, czymkolwiek lub kimkolwiek miałby on być.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Agnieszko to największy paradoks, że można mieć/ma się wszystko - dom, wygodne łóżko, własny kąt z kocem i wszystkich - dzieci, mężczyznę, przyjaciół, rodzinę i na co dzień czuć szczęście, a i tak wieczorem człowiek siada i i tak jest cholernie SAMOTNY.
      To niezaprzeczalnie bierze się od wewnątrz, ale przez co jest tworzone? Porzuciłam zrozumienie tego, bo zwykle im człowiek bardziej się zagłębia w logikę paradoksów, tym bardziej jest bezsilny. Wierzę tak jak Ty, w Ciebie najmocniej, że pod tymi wszystkimi codziennymi sprawami i pomiędzy nimi nie będzie się skrywało nic innego oprócz szczerego szczęścia. Żebyś usiadła któregoś dnia wieczorem i nie czuła tego, o czym pisałam Ci wcześniej.

      Poza tym, z całego serca Ci dziękuję.
      Dobrze, że jesteś.

      Usuń
    2. Jesteś niesamowita. Nic nie wiem o Tobie, ale sposób interpretowania świata i jego odczuwania jest mi bardzo bliski. Dziękuję za to, bo zrozumienie drugiej osoby, bez narzuconego osobistą znajomością filtra, jest cholernie trudne. A co do samotności... u mnie bierze się to z porównywania do innych. Wiem, że nie jest to dobre, ale czasem dostaję z każdej strony sygnały, że ktoś coś robi lepiej, ma więcej (niekoniecznie zasłużenie), itp. Nie jestem zazdrosna, doceniam to, czym obdarowało mnie życie, a przynajmniej się staram... tylko czasem mam takie myśli - co by było gdybym nie musiała robić tego , co robię, być tu gdzie jestem, po prostu żyć inaczej, bardziej niezależnie, z większą fantazją. Ale się boję. I to chyba jest źródłem tej samotności.

      Usuń
    3. Może masz robić to, co robisz, ma być tak jak jest. To Ty, Agnieszko - w tym miejscu, w którym jesteś teraz i z ludźmi, którzy Cię otaczają. Póki to porównywanie nie jest dla Ciebie destrukcyjne - wszystko jest dobrze. Jeśli Cię napędza do zmiany - to dobrze. Ale jeśli czujesz, że nie jesteś wartościowa, bo ktoś ma to czy tamto - to ja Ci mówię: Jesteś. Tą kobietą, z tym co masz i w miejscu, w którym dane jest Ci żyć. Niewątpliwie dajesz z siebie wszystko, tyle ile możesz i tyle na ile pozwala Ci ludzka natura. Jeśli nie czujesz werwy na zmiany albo jest to uparte dążenie do niej, bo KTOŚ to z niczym się nie spiesz. Poczekaj na to, aż będziesz gotowa.

      Usuń
  4. "Bo góry mogą ustąpić i pagórki się zachwiać, a miłość moja nie odstąpi od ciebie"
    "Przyjdźcie do mnie, którzy utrudzeni jesteście, a ja was pokrzepię"
    Prawda jest taka, że jest Ktoś, kto kocha Cię miłością nieskończoną ;)
    Mam nadzieję, że wszystko się ułoży i, że radość wróci.

    Pozdrawiam cieplutko (i troszkę rozumiem problem, chyba)
    Stasia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Stasiu, masz niewątpliwą rację :-) Dziękuję Ci za cytat, choć jego pierwsza część zawsze chodzi mi po głowie, ale jednak gdy druga osoba go przytoczy ma to inny wydźwięk i inaczej się to odbiera. Cieplej, lepiej.

      Dziękuję Ci za dobre słowa, ściskam mocno.

      Usuń
  5. Na pewnym etapie mojego życia miałam podobnie. Ba...... choć .... targały mną też sprzeczne uczucia, raz pragnęłam samotności, innym razem męczyła mnie a doskwierając wypalała wewnętrznie. Dziś nie mam czasu na samotność, choć czasem chciałabym choć na 2 dni zatopić się we własnych myślach, w odizolowaniu, bo samotność sprzyja poznaniu siebie i swoich pragnień. Czasem jest dobra, ale w dużej dawce potrafi być trucizną.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdy nie ma czasu skupić się tylko na sobie - niewątpliwie się tego pragnie, bo być może każdy z nas albo jakaś część jest z natury typem samotnika, któremu potrzebne jest czucie czasem jedynie i wyłącznie własnego oddechu. Samotność z wyboru nigdy nie doskwiera, gorzej gdy przychodzi sama i niepytana. Masz rację, Anetko że dzięki niej możemy dowiedzieć się bardzo dużo o nas samych, ale tak jak we wszystkim - umiar jest na wagę złota.

      Usuń
  6. Wydaje mi się, że każdy w pewnym momencie swojego życia przeżywa to uczucie samotności. Czasem ono przytłacza, kiedy dookoła setki ludzi, a tobie wydaje się, że jesteś sam. Łatwiej jest się zamknąć w świecie samotności niż otworzyć się przed innymi. Może czasem ktoś Ciebie skrzywdzi, może spotkasz na swojej drodze masę złych ludzi, ale jeżeli gdzieś w tej grupie znajdzie się ta jedna, jedyna ważna osoba, to chyba warto zaryzykować niż wiecznie pogrążać się w melancholii...
    X

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Otóż to. Jeden człowiek jest w stanie przywrócić całą wiarę, jeśli tylko stworzymy z nim więź, w której odnajdziemy się na tyle by chcieć w niej zostać.

      Usuń
  7. Każdy ma podobnie. W pewnym momencie nadchodzi taki czas, kiedy nie masz ochoty z nikim dzielić się swymi problemami. Zamykasz się wtedy, odsuwasz od innych by po pewnym czasie zauważyć, że nie jesteś już w stanie się zbliżyć. Choć chcesz się wygadać to nie możesz... bo ta gula ci przeszkadza.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie zawsze jesteśmy w stanie zapanować nad swoimi potrzebami, które - jak się okazuje, są później naszą naroślą i odsuwają od ludzi. I tak naprawdę jest tak, że budzisz się któregoś dnia i nie masz ochoty na drugiego człowieka. Po prostu. Więc oby jak najmniej tego u nas, jak najmniej alienacji, trochę więcej uspołeczniania się, buziaki :)

      Usuń
  8. "Z dnia na dzień coraz bardziej boję się ludzi i zapominam, jak się z nimi rozmawia"-pod tym jak najbardziej mogę się podpisać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że wszystko będzie szło w drugą stronę. Przydałby się taki zwrot niespodzianka.

      Usuń
  9. Przypomina mi sie cytat z Robin'a Williams'a „Myślałem, że najgorsze w życiu, to być samotnym. Tak nie jest. Najgorsze w życiu to być z ludźmi, którzy sprawiają, że czujesz się samotny”

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, Aniu, znam ten cytat doskonale i dziękuję Ci, że mi go przypomniałaś. On właściwie pokazuje sytuację, jakby ludzie trochę świadomie wyzwalali w innych poczucie samotności, a nie zawsze tak jest, bo po prostu zwykle brak polotu, tego zwyczajnego, fajnie spędzonego czasu w którym nie ma się nawet chwili na myślenie o tym, że jest się samotnym. A niekiedy trudno jest o taki czas, o takie wzajemne powiązanie dwóch osób.

      Usuń
  10. Super blog.
    Zapraszam do mnie :-)
    http://www.mecooks.com

    OdpowiedzUsuń
  11. "Znowu patrzę w gwiazdy, jest koniec lata - późny sierpień,
    podobno wtedy wyglądają najpiękniej."
    Człowiek ma czasem wrażenie, że nikt go nie rozumie. Wtedy również może odczuwać samotność, pomimo "bliskości" drugiego człowieka.

    OdpowiedzUsuń
  12. Człowiek jest istotą stadną Innterakcje z innymi są niemal wpisane w czlowieczeństwo. Ludzi spotykamy w szkole, w pracy w miejscach publicznych. Nawiazujemy kotakty, rozmawiamy, bo inaczej się nei da.
    Chociaż czasem jest tak, ze to nie są CI LUDZIE, tylko przypadkowa zbieranina ludzi z przymusu. To oni sprawiają, ze mimo, ze jesteśmy otoczeni innymi, czujemy się samotni. Trzeba po prostu otaczać się odpowiednnimi osobami, a poczucie samotnośco zniknie.
    Normxcore

    OdpowiedzUsuń